Menu

GMenLike

Eko, bio, organic - troska czy biznes

gmenlife

Urodziłem się i mieszkałem w małej miejscowości, często bywałem na wsi, całe wakacje spędzałem na prowincji. Sprowadzając się do stolicy zauważyłem, że panuje tu kult zdrowej żywności, rozumiem że ludzie więcej tu zarabiają i wolą zapłacić więcej za jakość, co popieram i sam jestem w stanie zapłacić więcej za coś z czego będę zadowolony, ale nie o tym ma być wpis.

Bannery Bio, eko wołają do klienów, a klienci… szukaja takich produktów.

Producenci zapewniają nas, że kupując produkt bio żyjemy zdrowiej i będziemy żyć dłużej, w zdrowiu oczywiście. bioecofriendlylabelsdreamstime_104767081

Co ja na takie zapewnienia. Nie wierzę, uprawy bio są prowadzone obok upraw zwykłych więc mimo wszystko środki chemiczne, lub zapylanie kwiatów pyłkiem z nie eko roślin (GMO) jest nieuniknione, no chyba, że ktoś prowadzi takie uprawy pod szklarnią, co jest niemożliwe przy założeniu że takie produkty przeznaczone są do sprzedaży hurtowej.

Sam nigdy nie przykładałem większej uwagi czy coś jest bio czy nie, odżywiałem się raczej zdrowo, warzywa z własnego ogródka, jaja, miód, mięso od gospodarza, ale nie oszukujmy się taki gospodarz też suplementuje swój chów. Nawet na własnym ogródku stosuje się nawozy i środki ochrony, bo tak na prawdę niewielkie byłyby zbiory.

Nie wnikałem skąd i czy coś było dodatkowo suplementowane i żyję póki co w zdrowiu.

W prawdzie co do roślin nie przejmuję się za bardzo tym jak są napędzane, ale za to przemysłowy chów zwierząd już mnie rusza. Był w moim zyciu taki moment, że nie jadłem mięsa, nie dlatego, że stosowano antybiotyki itp. ale dlatego że nie godziłem się na to w jakich warunkach te stworzenia żyją, jakie piekło im człowiek stwarza. Wróciłem do jedzenia mięsa, nie jem go dużo, ale jem i staram się to robić świadomie, wiem że świata swoją postawą nie zmienię ale dla spokoju własnego sumienia staram się bardziej świadomie wybierać produkty mięsne.

Wracając do marek promujących się dopiskiem bio, eko itd. myślę, że jest to zwykły chwyt markietingowy, płacimy więcej za to co nie jest tyle warte.

Jestem za tym aby dbać o środowsko, żeby korporacje i mniejsze przedsiębiorstwa dbały o klimat, ale prawda jest taka że liczy się tylko pieniądz,każda nisza nada się na to aby na niej zarobić.

Pęd za BIO dostrzegłem w dużym mieście, w małym miasteczku nie widziałem tego, może to przez to, że ludzie w małych miejscowościach mniej zarabiają, mają więcej przyziemnych problemów typu opłaty, utrzymanie rodziny, a wielkomiejscy mieszkańcy mogą myśleć o zdrowym odżywianiu i wydawać na nie 2x więcej niż na zwykłe jedzenie. Może jest też tak że w małych miejscowościach ludzie częściej prowadzą swoje ogrody, hodowle i bardziej lub mniej świadomie jedzą “bardziej bio”, a taki wielkomiejski obywatel jest świadomy ale ograniczony co do działania.

 

 

 

Poniżej zwiastun filmu "Okja", mówiącego o poruszonej przeze mnie tematyce, zachęcam do obejrzenia filmu  :)

© GMenLike
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci